Na Dzień Dziecka – ciasto 3 BIT, czyli kajmak, budyń, bita śmietana i czekolada…

To idealna propozycja dla dzieci na dzisiejszy dzień i wbrew wszystkim przepisom, które znalazłam w Internecie, wcale nie wymaga trzymania w lodówce całą noc. Myślę, że Miłosz byłby zachwycony, gdybyście dzisiaj go tym uradowali :) Połączenie herbatników, kajmaku, czekolady, budyniu i bitej śmietany jest absolutnie cudowne…

Ciasto 3 Bit z kajmakiem, budyniem i bitą śmietaną

Ciasto 3 Bit z kajmakiem, budyniem i bitą śmietaną

SKŁADNIKI:

  • 5-6 paczek herbatników typu Petit Beurre (ok. 50 dag)
  • 0,5 l śmietany kremówki 36%
  • ew. dwie łyżki żelatyny
  • puszka kajmaku (ok. 400-500 g)
  • 1,5 opakowania (ok. 60 g) budyniu waniliowego lub śmietankowego bez cukru
  • 3 szklanki mleka
  • dwie łyżki cukru
  • łyżka cukru pudru
  • łyżka masła
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady

Blachę o wymiarach ok. 20×25 cm wykładamy papierem do pieczenia. Układamy jedną warstwę herbatników, na herbatniki wykładamy lekko podgrzany kajmak. Układamy drugą warstwę herbatników.

Następnie zagotowujemy dwie szklanki mleka, do którego dodajemy 2 łyżki cukru i masło. Budyń rozrabiamy z pozostałą szklanką mleka, wlewamy do gorącego mleka i gotujemy chwilę energicznie mieszając, aż masa mocno zgęstnieje. Gorące wykładamy na herbatniki. Na budyń wykładamy kolejną partię ciastek, odstawiamy na 1-2 godziny do przestygnięcia. Potem na godzinę wkładamy do lodówki lub na pół godziny do zamrażarki.

Ubijamy bitą śmietanę aż będzie bardzo gęsta. Pod koniec ubijania dodajemy łyżkę cukru pudru. Śmietanę można usztywnić żelatyną – dwie łyżki żelatyny rozpuścić dokładnie w niewielkiej ilości gorącej wody, przestudzić, wymieszać z ubitą śmietaną.

Śmietanę wyłożyć na ciasto. Na wierzch zetrzeć gorzką czekoladę. Można podawać od razu albo schowac na trochę do lodówki, żeby ciastka nieco zmiękły. My jedliśmy od razu :)

Ciasto na Dzień Dziecka

Ciasto na Dzień Dziecka

Pulpeciki w sosie migdałowym z szafranem

Pulpeciki w sosie migdałowym czyli albóndigas con salsa de almendras, czyli kolejny powód, dla którego warto się zakochać w kuchni hiszpańskiej. Mogłabym wysnuć tutaj historię o tym, jak w słoneczne popołudnie zajadałam się tym daniem po długim spacerze po Barcelonecie, ale  niestety prawda była dużo mniej poetycka – potrawę zauważyłam po prostu w menu jednego z barów tapas w Poznaniu i odtworzyłam  ją w domu na podstawie tego przepisu. I zakochałam się w od razu. Danie jest bardzo proste w przygotowaniu, ale dzięki głębokiemu, esencjonalnemu sosowi, niespodziewanie efektowne. Ma w smaku i kolorach ogrom słońca – to zasługa szafranu, który jest co prawda przyprawą dość kosztowną, ale w tym przepisie jedna jego szczypta odpłaca się po stokroć.

Ja przygotowywałam pulpety jako osobne danie, ale myślę, że sprawdziłoby się równie dobrze jako część zestawu tapas.  Mi wyszły trochę duże, następnym razem zrobiłabym je jednak nieco mniejsze i zgrabniejsze.

IMG_0307

Pulpeciki w sosie migdałowym z szafranem

Składniki:

klopsiki:

  •  500 gram mięsa mielonego wieprzowego, wołowego lub obu
  •  kromka białego chleba
  •  mleko
  •  jajko
  •  bułka tarta
  • sok z połowy cytryny
  •  3 ząbki czonsku

sos:

  • 100 g migdałów
  • 3 ząbki czosnku
  • 750 ml bulionu drobiowego
  • szafran
  • sól, pieprz, oliwa z oliwek
  • kromka białego chleba

IMG_0301

Przygotowanie

Z kromki chleba odkrawam skórkę, chleb namaczam w mleku. W misce mieszam mięso mielone z 3 ząbkami czosnku, namoczoną kromką chleba, jajkiem, sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Całość mieszam aż do uzyskania gładkiej masy. Dla poprawy konsystencji dodaję bułki tartej. W dłoni formuję klopsiki, wrzucam na rozgrzaną na patelni oliwę. Obsmażam z obu stron, odsączam i odkładam.

Tymczasem zabieram się za sos. Czosnek i migdały podsmażam na odrobinie oliwy aż zbrązowieją, Ściągam z patelni. Dodaję trochę więcej oliwy i podsmażam chleb rozdrobniony na kawałki. Migdały zagniatam z chlebem, podsmażonym czosnkiem, dodaję filiżankę bulionu.  Wlewam do rondelka, dorzucam klopsiki. Dodaję resztę bulionu, szczyptę szafranu i doprowadzam do wrzenia na małym ogniu. Nie zwiększając płomienia gotuję aż sos zgęstieje. Trzeba zachować ostrożność, mieszać często i nie gotować długo, ponieważ to jest bardzo gęsty sos, który może przywierać do dna garnka. 5-10 min gotowania powinno wystarczyć. I już :)

Smacznego :)

Chiński kurczak w słodkim sosie z sezamem + surówka “chinese style”

Jakiś czas temu, pamietasz pewnie, opowiadałam Ci o chińsko-wietnamskiej knajpce Lotos, do której czasem chadzamy na obiad. Nie nazwałabym jej szczytem elegancji. Muzyka, jaka towarzyszy spozywaniu posiłków, oscyluje gdzieś między chińskim popem a chino disco, w wazonach stoją sztuczne kwiaty, a w akwariach pływaja dość mocno śnięte ryby. Poziom obsługi nie miażdży, a zdarzają się pyskate kelnerki i wyszczerbione talerze. A jednak! W Lotosie bardzo miło spędza się czas, chińsko-tandetna atmosfera sprzyja jedzeniu, gadaniu i siedzeniu przy piwie, no a poza tym Lotos ma jedną ogromną zaletę – bardzo dobre jedzenie w bardzo dobrych cenach i porcjach, które naprawdę ciężko jest wciągnąć w całości…

W tymże Lotosie po raz pierwszy jedliśmy kurczaka w sezamie. Nie wiem co prawda, jak wiele z prawdziwą chińską kuchnią mają wspólnego potrawy z Lotosa, ale nam one bardzo smakują. Moim marzeniem od dawna już było odtworzyć w domu smak owego kurczaka w sezamie z sosem i surówką, której nie potrafiłam rozgryźć. Przejrzałam w internecie setki przepisów, jednak żaden nie czynił  mnie usytasy, rezygnowałam więc.

Koszaliński "Lotos" - lokalizacja nie powala...

Koszaliński “Lotos” – lokalizacja nie powala…

Zanim jednak przejdę do przepisu, muszę Ci wspomnieć o jeszcze jednym moim skojarzeniu z kuchnią chińską. Czy będąc w Nowym Jorku zdarzyło Wam sie kupować jedzenie w niezwykle popularnych wszędzie, tanich chińskich knajpach szybkiej obsługi? Takich z trzema stolikami, widoczną kuchnią i wiecznie cieszącą się obsługą? Nie mówię o Chinatown, raczej o knajpkach na Brooklynie, Queensie – tam jest ich pełno na każdym kroku.

O, coś takiego

O, coś takiego

W takim miejscu jadłam chińskie “beef with garlic sauce” po raz pierwszy. W Polsce wołowiny po chińsku z sosem czosnkowym nie jadłam nigdy, przejrzałam też mnóstwo przepisów, ale jakoś mnie one nie przekonywały. Do wołowiny jednak jeszcze wrócimy

Ostatnio, po przejrzeniu kolejnego miliona przepisów, zdecydowałam się w końcu spróbować zrobić kurczaka w sezamie licząc na to, że ten domowy będzie trochę przypominał tego z Lotosa. Co się okazało? Okazało się, że na allrecipes.com znalazłam absolutnie wspaniały przepis, który daje mi połączenie kurczaka w sezamie z Koszalina z czosnkowym sosem z chińskiego baru na Queensie.

Zakochałam się w tym smaku!

Danie wymaga trochę roboty i kupna sporej ilości rzeczy, jednak w większości są to składniki, które jak kupimy raz, to zostaną nam na długo, a jeśli Ty jesteś fanką chińskiej kuchni, to część z tego pewnie będziesz miała w domu.

Wprowadziłam też dwie większe zmiany – do sosu zamiast ciemnego sosu sojowego dałam po prostu więcej sosu jasnego. Zamiast pasty chili (np. sambal oelek) – zmiksowałam dwie papryczki chili z łyżką koncentratu pomidorowego, łyżką oleju i octu jabłkowego. To pozwoliło mi zaoszczędzić kilkanaście złotych. Inne zmiany, w stylu “zrezygnowanie z oleju sezamowego i octu ryżowego” na rzecz oleju rzepakowego i octu jabłkowego/balsamicznego pomijam, bo są dla mnie oczywiste. Danie nic na tym nie traci.

Z podanego przepisu wyjdzie porcja natrzy głodne osoby.

Podawaj z ryżem, makaronem ryżowym lub sojowym.

Zaczynamy od surówki, bo ona musi trochę “odstać”.

Chiński kurczak w słodkim sosie, w sezamie i z surówką typu chińskiego

Chińska surówka:

Surówka "china style" :)

Surówka “china style” :)

  • ćwierć główki niewielkiej białej kapusty
  • spora marchewka
  • pół szklanki wody
  • pół szklanki octu jabłkowego/balsamicznego/ryżowego
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka imbiru startego na tarce lub suszonego
  • szczypta soli
  • dwie-trzy łyżku cukru
  • ewentualnie – odrobina pora do posypania

Kapustę cienko poszatkować, marchew zetrzeć, wymieszać. Wcisnąć czosnek, dodac imbir i sól. Ocet z wodą zagotować, gorącym zalać surówkę, trochę pościskać, przukryć, odstawić w chłodne miejsce do przestygnięcia (1-2 godziny, ale może stać dłużej i nic jej nie będzie, a nawet będzie lepsza).

Kurczak ze słodkim sosie w sezamie (albo raczej – z sezamem)

  • dwie piersi kurczaka pojedyncze
  • dwie łyżeczki zwykłej mąki
  • dwie łyżeczki mąki kukurydzianej
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • trzy łyżeczki jasnego sosu sojowego
  • łyżka alkoholu (sherry w oryginalnym przepisie, ja nie dysponowałam, dałam żubrówkę)
  • 2 łyżki oleju
  • + olej do smażenia

/przepis na sos poniżej/

Kurczaka pokroić w dużą kostkę albo w paski. Resztę składników (poza olejem do smażenia ;)) wymieszać na gładką pastę w misce (jeśli będzie zbyt sucha, dolej odrobinę oleju/sosu sojowego), wrzucić do niej pokrojonego kurczaka, wymieszać tak, żeby wszystkie kawałki się pokryły, nastepnie odtawić do lodówki na czas robienia sosu. Smażyć w oleju rozgrzanym do ok. 190 stopni ok. 4-5 minut, odsączyć na papierowym ręczniku.

Sos słodki + sezam

  • dwie łyżeczki ziaren sezamu LEKKO uprażonych na suchej patelni
  • filiżanka bulionu z kurczaka/warzywnego/jakiegoś innego
  • trzy łyżki sosu sojowego (ja daję jasny, ciemnego trzeba dać mniej)
  • trzy łyżki octu jabłkowego/ryżowego/balsamicznego
  • dwie łyżki oleju
  • łyżka pasty chili zrobionej samodzielnie (przepis podałam powyżej, można też kupić gotową, np. sambal oelek, ale wtedy trzeba dać jej mniej)
  • trzy czubate łyżki cukru
  • pół kubka wody
  • 1/4 kubka mąki kukurydzianej

/ilości cukru i octu można zmodyfikować w zależności od indywidualnych upodobań/

Bulion, sos sojowy, ocet, pastę chili, cukier, olej zagotować w garnuszku. W kubku rozrobić wodę z mąką ziemniaczaną, wlać do gotującego sosu, mieszać aż zgęstnieje i wyklaruje się.

Powstałym sosem polać usmażone mięso, całość posypać sezamem. Podawać z surówką i ryżem/makaronem chińskim.

IMG_0819

( I wcale nie wymaga to tak ogromnej ilości pracy, jak się wydaje! :))

Oszukane Yaki Soba

Jakiś czas temu rozmwiałyśmy o braku czasu na gotowanie. Po powrocie od Was musieliśmy trochę przewartościować posiłki i zrezygnować z niektórych rzeczy (wiadomo – po świętach…). Wiesz, że mam tendencję do komplikowania sobie życia w różnytch aspektach, podobnie jest z kuchnią – nigdy nie jestem w stanie wymyślić czegoś, co byłoby zdrowe, urozmaicone i szybkie. To od lat była moja największa bolączka. Szybki obiad? Naleśniki, wątróbka, jajecznica. Nic odkrywczego.

Aż tu jakiś czas temu odkryłam makaron soba. Pierwsza moja przygoda z nim była przesadzona – mnóstwo dodatków, wieprzowina, krewetki, pięć rodzajów warzyw, pieć rodzajów przypraw… Dużo zachodu, dużo kasy, a przysłowiowej d. nie urywało. Metodą eliminacji więc, kiedy wrócilismy z Poznania, zaczęliśmy wyjadać to, co zostało. Wykopałam makaron soba (u nas w sklepie paczka 250 gr. kosztuje ok. 1,30 zł) i sos sojowyz szafki, kupiliśmy brokuły, kawałek kurczaka, paprykę. I tak naprawdę to by było na tyle :)

IMG_0769

Zrobienie tego obiadu trwa 15 minut. Porcja na dwie osoby kosztuje ok. 10 zł.

No i niebo w gębie! :-)

(*To nie jest “prawdziwe” yaki soba, to bardziej skrajnie uproszczona wariacja na temat tej potrawy, co nie zmienia faktu,  że przepyszna!

**Ja robię wersję z kurczakiem, czasem dodaję krewetki, ale można też zrobić z samymi krewetkami, wieprzowiną, wołowiną albo bez mięsa, z samymi warzywami – co kto lubi! Można też dodawać warzywa według upodobań – marchew, minikolby kukurydzy, kiełki, groszek cukrowy, itd.

*** Przygotowuję danie w woku, ale może też być duża patelnia albo niski rondel)

Oszukane Yaki Soba
(porcja na 2 osoby)

  • 20 dag makaronu soba
  • kilka różyczek brokułów (mogą być mrożone)
  • pół czerwonej papryki
  • pojedyncza pierś z kurczaka
  • 50 ml sosu sojowego
  • dwie łyżeczki cukru
  • dwie łyżki oleju

Makaron soba ugotować według przepisu na opakowaniu, odcedzić, przelać zimną wodą.

Sos sojowy wlać do małego garnuszka, wsypać cukier, na bardzo małym ogniu podgrzewać, aż zgęstnieje.

W tym samym czasie rozgrzać w woku olej, wrzucić brokuły, podduszać ok. 3 minuty, wrzucić pokrojoną w dużą kostkę paprykę i kurczaka pokrojonwego w paski, smażyć, aż papryka zmięknie, ale nadal będzie chrupka, a mięso usmażone. Wlać zgęstniały sos sojowy z cukrem, dodać makaron, przesmażać mieszając 1-2 minuty na średnim ogniu, aż makaron obsmaży się z sosem.

IMG_0771

I to tak naprawdę wszystko :)

Bagietki pszenne + pasztet sojowy pomidorowo-ziołowy

Szkoda, że ten weekend mimo wszystko spędzamy oddzielnie, bo – swoim zwyczajem – zaplanowałam (poza zamówioną przez Was wcześniej pizzą) szereg różnych pyszności. Nie bójcie nic jednak – nic nie stracicie, bo na Wasz przyjazd obmyśliłam już cały plan. A dzisiaj piszę trochę na pocieszenie – dla Was i dla nas :)

Uwielbiam bloga Trufli. Gotowałam z niego niezliczona ilość potraw i to z Truflą upiekłam pierwsze bułki i pierwszy chleb (dzięki niej nastawiłam tez pierwszy porządny zakwas – jak przyjedziecie, coś na nim zrobimy), ugotowałam tez wiele obiadów, ale nieodłącznie moim ulubieńcem pozostaje pasztet sojowy.

Na samo określenie “pasztet sojowy”, większość osób powiedziałaby: “Bleeee!”. Ja też zawsze mówiłam “Bleee!”, bo pasztet sojowy kojarzył mi się z bezsmakową masą z dodatkiem koncentratu pomidorowego. Dopiero później przekonałam się, że może być zupełnie inaczej. Sama pasta jednak nic by nie dała, bo do pasty musiało być dobre pieczywo. Kupiliśmy więc mąkę chlebową, suche drożdże, trochę przypraw i zabrałam się do roboty.

Od razu powiem – przygotowanie i pasztetu, i bagietek wymaga trochę czasu, ale warto. Samej roboty nie ma dużo, najgorsze jest czekanie, ale z tym tez można sobie poradzić. Poza tym uzyskanie takiego efektu:

Bagietki pszenne i pasztet sojowo-pomidorowo-ziołowy

Bagietki pszenne i pasztet sojowo-pomidorowo-ziołowy

Bagietki pszenne (przepis od Trufli)

Zaczyn:

  • 250 g mąki pszennej chlebowej (ja uzywam typ 750)
  • 165 g wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/8 łyżeczki drożdży instant

Składniki wymieszać w misce dokładnie na gładką masę, przykryć folią i zostawić w temperaturze pokojowej na 12-16 godzin (ja zostawiłam na 20 i bagietki się udały:))

Ciasto właściwie na bagietki:

  •  zaczyn
  • 750 g mąki pszennej chlebowej (ja używam typ 750)
  • 495 g wody
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 1/4 łyżeczki drożdży instant

Zaczynam od miksowania (ja to robię mieszadłami) wszystkich składników poza zaczynem przez 3 minuty. Potem dodaję zaczyn i powinnam miksować kolejne 3 minuty, ale mikser odmówił współpracy, więc wyrobiłam ciasto ręcznie. Miskę z ciastem przykrywam szczelnie folią i odstawiam na dwie godziny (po godzinie ciasto należy złożyć, na przykład tak, jak tutaj).

Wyrośnięte ciasto dzielę na ok. 10-12 części, wstępnie formuję i na omączonym blacie pod ściereczką zostawiam na ok. 20 minut. Następnie formuję bagietki (dla mnie było to nie lada zadanie, ale pomogły filmy instruktażowe, na przykład ten) i układam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i tymże papierem poprzekładane (żeby ładnie wyrosły, powinno być – z moich obserwacji – do sześciu bagietek na blaszce). Zostawiam przykryte ściereczką na 1 do 1,5 godziny. Piekarnik nagrzewam z parą do 230-240 stopni. Przed wsunięciem blaszki, nacinam bagietki, następnie wsuwam na najniższą szynę i piekę przez ok. 20-22 minuty. Studzę na kratce.

Wychodzi z tego taki obrazek :

Bagietki pszenne

Bagietki pszenne

Bagietki wspaniale smakują z prawdziwym masłem. I bez masła też. :)

No i jeszcze jedno – kwestia ekonomii. 1 kg maki chlebowej kosztuje 2,1 zł, suche drożdże kosztują 1,3 zł. Wodę i sól ma w domu każdy. Z podanych składników wychodzi 10-12 bagietek, które odpowiednio przechowywane spokojnie starczą na trzy dni dla dwóch osób (trzy śniadania+trzy kolacje) :)

Pasztet sojowy pomidorowo-ziołowy

Tutaj nieco zmodyfikowałam przepis Trufli, ale niewiele.

Potrzebujemy:

  • szklankę soi
  • po pół łyżeczki oregano, majeranku, cząbru
  •  curry
  • szczyptę kminku
  • dwa liście laurowe i kilka ziaren ziela angielskiego
  • średniej wielkości marchewka
  • niewielka cebula
  • olej/oliwa
  • łyżeczka soku z cytryny
  • sól, pieprz, chili
  • dwa ząbki czosnku
  • 2-3 łyżki koncentratu pomidorowego

Szklankę soi namaczam na noc w dużej ilości wody.

Następnego dnia soję gotuję przez około 2 godziny z:

  • po pół łyżeczki oregano, majeranku, cząbru
  •  łyżeczką curry
  • szczyptą kminku
  • dwoma liśćmi laurowymi i kilkoma ziarnami ziela angielskiego
  • średniej wielkości marchewką

Po ugotowaniu odcedzam soję, wyjmuję liść laurowy i ziele angielskie. Ziarna polewam kilkoma łyżkami oleju/oliwy, dorzucam podsmażoną cebulkę, koncentrat, czosnek, chili, sól, pieprz, curry do smaku i wszystko miksuję na gładką masę.

Pasztet sojowy pomidorowo-ziołowy

Pasztet sojowy pomidorowo-ziołowy

Pasztet jest wspaniały na ostro, kiedy wkroi się do niego świeżą papryczkę chili, jest też doskonały ze świeżym pomidorem i ogórkiem kiszonym.

Można dodać do niego więcej przypraw podczas gotowania, bo soja mocno chłonie smaki.

Pyszności!

Gofry z letnimi owocami i bitą śmietaną

Tak naprawdę to gofry są pyszne o każdej porze roku. I nie ma znaczenia, jakie owoce do nich dodamy, mogą to być gofry z malinami, truskawkami, jagodami, borówkami, a poza sezonem – z ananasem, brzoskwinią czy bakaliami.

Zawsze mile widziany jest sos, na przykład, czekoladowy.

I jeszcze jedna uwaga – gofrownica powinna być dobra, to znaczy mieć wysoką moc. Ja mam taką dość zwyczajną, co sprawia, że – niestety – moje gofry smażą się nawet około 8 minut, a i tak nie sa takie, jakie – moim zdaniem – powinny.

Wczoraj zrobiłam te gofry kiedy przyszli do nas przyjaciele. Była to wersja z borówkami amerykańskimi, bitą śmietaną i sosem czekoladowym. Dlatego dzisiejszy wpis dedykuję Marii :)

Gofry z truskawkami/borówkami/jagodami/malinami i bitą śmietaną

Składniki:

  • półtorej szklanki maki
  • półtorej szklanki mleka
  • dwa jajka
  • 2-3 łyżki oleju
  • szczypta soli
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • odrobina wanilii lub aromatu

Dodatkowo – bita śmietana (może być gotowa, ale najlepiej ubić samemu ;)), dowolne letnie owoce, sos do gofrów/lodów, etc. Dowolne dodatki.

Mleko zmiksować z żółtkami, następnie dosypać mąkę, cukier, sól, proszek do pieczenia, aromat/wanilię. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstego ciasta naleśnikowego. W osobnej misce ubić na sztywno pianę z białek. Dodać ja do ciasta i delikatnie wymieszać, żeby ciasto było jednolite.

Gofrownicę dobrze rozgrzać,  jeśli nie jest powleczona nieprzywieralną warstwą – posmarować lekko olejem. Ciasto wylewać na rozgrzaną gofrownicę, smażyć kilka minut (W zależności od mocy sprzętu), aż gofry będa lekkie, złociste i chrupiące.

Na koniec urozmaicić ulubionymi dodatkami.

Szparagi z cytrynowo-miętowym masełkiem

Wychodzi na to, że jak się już raz wkroczy w sezon szparagowy, to tkwi się w nim całkowicie. Zajadamy się szparagami codziennie, zazwyczaj po prostu ugotowanymi, podanymi bez dodatków, ale lubimy je też w postaci zupy czy też, jak przedwczoraj, w sałatce. Jednak nasze talerze podbiły absolutnie szparagi podane z cytrynowo-miętowym masłem, o lekkim i świeżym smaku. Bazowałam na przepisie, którego autorem jest Jamie Oliver, lekko go tylko modyfikując, głównie w zakresie proporcji i sposobu przygotowania szparagów. Całość jest szybka w przyrządzeniu i smakuje absolutnie obłędnie.

 

Składniki

  • 3 pęczki białych szparagów
  • 75-100 gram masła
  • 1 duża cytryna
  • 1-2 garści liści świeżej mięty
  • odrobina mleka
  • cukier
  • sól
  • pieprz

Przygotowanie

Szparagi przygotuj, obierając je i obcinając zdrewniałe końcówki. Następnie ugotuj je z dodatkiem szczypty cukru i odrobiny mleka. Gdy będą już miękkie, wyciągnij z wody, odsącz i ułóż na talerzach.

Wyciśnij sok z cytryny. Przygotuj miętę (Jamie kazał rozcierać ją na miazgę w moździerzu, ale ja po prostu straszliwie mocno ją szatkuję). Masło roztop na patelni, dodaj szczyptę soli i pieprzu. Wlej sok z cytryny i dodaj rozdrobnioną miętę. Podgrzej całość razem, następnie zdejmij z ognia . Szparagi polej gorącym masłem. I już :)

 

My jedliśmy je po prostu z dodatkiem opiekanego ciemnego chleba i smakowały wspaniale, ale myślę, że dobrze komponowałyby się też jako dodatek do grillowanego ciemnego mięsa. Smacznego! :)

Wiosenna sałatka szparagowa z kurczakiem i koperkiem

Pomysł na sałatkę narodził się dość spontanicznie. Mieliśmy ochotę na coś lekkiego, wiosennego, co można przygotować bez większego trudu. W poszukiwaniu inspiracji wybraliśmy się na zakupy na Rynek Wildecki. A tam, jak to zwykle o tej porze – eksplozja wiosny i szparagowego sezonu! Stragany uginały się od szpalerów szparagów białych i zielonych, kusiły wielokolorowym rozgardiaszem z soczystych wiosennych warzyw, z aromatycznych ziół. Mogło zakręcić się w głowie od sobotniego, handlowego gwaru, od zapachów i kolorów. W końcu pomysł na obiad ustalił nam się sam, wokół szparagów (w końcu grzech nie skorzystać z sezonu) i wiązki soczystego, wiosennego koperku. Pozostało dokupić resztę składników i wrócić do domu, dzierżąc, oprócz zakupów, wiosenny bukiet kwiatów na stół i chrupiąc pyszne małosolne ogórki.  Naprawdę w niewielu miejscach wiosna rozsiada się tak buńczucznie, hałaśliwie i apetycznie jak na Rynku Wildeckim. A rezultat, wiosenna sałatka ze szparagów, poniżej :)

Image

Składniki na sałatkę

  • 2 pęczki szparagów
  • sałata lodowa
  • pęczek koperku
  • 1 duża pierś z kurczaka
  • 2 jajka
  • 1 cebula
  • oliwa
  • ulubione przyprawy do kurczaka (ja używam mieszanki Fit up! Kamisa do mięs, nie zawiera żadnych ulepszaczy, nie ma w niej też soli)
  • sól, pieprz
  • szczypta cukru
  • odrobina mleka

Składniki sosu

  • 6 łyżek oliwy
  • 3 łyżki octu winnego
  • łyżka musztardy
  • sól, pieprz

Przygotowanie

Image

Kurczaka wysmarowałam oliwą, obsypałam obficie przyprawą i odrobinką soli, zawinęłam w folię aluminiową i włożyłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Upieczenie zajmie mu ok. 40 minut.

W tym czasie odłamałam zdrewniałe końcówki szparagów, obrałam je dość grubo, żeby pozbyć się łykowatych fragmentów, pokroiłam je na mniejsze kawałki i wrzuciłam do wrzątku ze szczyptą cukru i dodatkiem odrobiny mleka. Gotowałam je ok. 10 minut, aż były miękkie, uważając, żeby nie przegotować, bo gorzknieją. Po ugotowaniu, szparagi odsączyłam i odstawiłam do wystygnięcia.

Sos przygotowałam, mieszając ze sobą wszystkie jego składniki.

Sałatę podarłam na mniejsze kawałki, koperek posiekałam drobno, cebulę pokroiłam w krążki. Jajka ugotowałam na twardo.

Na talerzach ułożyłam poszarpaną na małe kawałki sałatę lodową. Na to szparagi i pokrojonego na mniejsze kawałki, upieczonego wcześniej kurczaka. Całość polałam połową sosu. Na wierzchu ułożyłam cebulę i ćwiartki jajek. Całość oblałam resztą sosu i obficie posypałam koperkiem. Z wierzchu możesz jeszcze posypać odrobiną pieprzu i (ostrożnie) soli.

Smacznego!

Biszkoptowe torciki z bitą śmietaną

Przedwczoraj robiłam tort urodzinowy. Szkoda, że nie było Was tutaj, ale słowo daję, że jeszcze to nadrobimy!

Okazało się jednak, że ilość kremówki, jaką zakupiłam z tej okoliczności, powaliłaby całą naszą dwunastoosobową rodzinę. Kremówki zostało około szklanki, a ja bardzo usilnie myślałam, jak ją wykorzystać, żeby nie musiała stać w lodówce przez kolejne dni – aż do momentu, w którym już nie będzie się nadawała do niczego.

Sprawdziłam więc zawartość lodówki i skonstatowałam (jakie ładne, polonistyczne słowo, nie sądzisz?), że znajdują się w niej jajka. Z szafki wygrzebałam natomiast trochę mąki, cukru i dżem. No i tę nieszczęsną kremówkę.

Tak, to naprawdę wszystko, co jest Ci potrzebne do zrobienia biszkoptu :)

Na niedzielę daję Ci więc przepis na minitorciki biszkoptowe, ponczowane, z bitą śmietaną i wiśniowym dżemem, których zrobienie zajmuje niewiele czasu – i potrzebujesz do nich naprawdę niewiele składników.

Minitorciki biszkoptowe z dżemem i bitą śmietaną

Poniższy przepis jest przepisem, z którego wychodzi 12 muffinkowych torcików lub jeden biszkopt o średnicy 20 cm. Różnica jest taka, że duży biszkopt piecze się dwa razy dłużej (25-30 minut), niż małe torciki (14-15 minut).

Przepis na biszkopt zaczerpnęłam z bloga Dwie Chochelki (choć odrobinę go zmodyfikowałam). Jeśli robię biszkopt, zawsze z tego przepisu – wychodzi doskonały!

Składniki na biszkopt:

  • 4 jajka
  • 125 gr mąki tortowej
  • 125 gr cukru
  • łyżka masła (do stopnienia)

Nagrzej piekarnik (góra-dół, 180 stopni). Stop masło w małym garnku. Formę na muffiny wysmaruj masłem i wysyp mąką.
Jajka wymieszaj z cukrem i miksuj około 10 minut, aż otrzymasz gładką, puszystą, kremową masę (możesz stopniowo zwiększać obroty miksera – jeśli będziesz miksować na najwyższych obrotach, miksowanie będzie trwało trochę krócej). Potem do słodkiej masy jajecznej dodaj przesianą mąkę, BARDZO DELIKATNIE wymieszaj, dodaj masło, wymieszaj. Napełnij foremki do muffinek (odradzam metalowe – z nich babeczek raczej nie wyjmiesz) i wstaw na najniższy poziom piekarnika (nie na sam dół, tylko na najniższą szynę). Nastaw minutnik na 13 minut i zrób sobie kawę :).

Po 13 minutach sprawdź patyczkiem, czy muffiny już są suche – jeśli nie, daj im jeszcze półtorej minuty, po czym wyjmij z piekarnika i wyłóż na kratkę.

Muffiny można wesoło zabarwić na różne kolory barwikami spożywczymi, ale trzeba to zrobić na etapie ubijania jajek z cukrem – ja dodałam barwnik już po wymieszaniu z mąką i masa mi “siadła”, przez co czerwone biszkopty nie wyszły tak puszyste, jak te zwykłe.

Te czerwone są mniej udane

Teraz możesz dopić kawę, bo zanim nadziejesz biszkopty, muszą one całkowicie wystygnąć. Kiedy już wystygną, odkrawasz górę (ten wyrośnięty “kopczyk”) i wykrawasz niewielki dołek (okruchy możesz zachować – mogą służyć do dekoracji). Po czym – uwaga – PONCZUJESZ biszkopty.

Ja sama z pojęciem ponczowania spotkałam się dosyć niedawno. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego te wspaniałe torty z cukierni mają tak cudowne, wilgotne ciasto. Okazało się, że on wcale takie nie wychodzą z piekarnika. Trzeba je takimi uczynić już po upieczeniu.  Robimy więc poncz.

Przepis na poncz

  • 1/3 szklanki cukru
  • pół szklanki ciepłej wody
  • sok z połowy cytryny
  • ewentualnie – łyżka wódki lub spirytusu (ABSOLUTNIE NIE POLECAM AROMATÓW – szczególnie rumowego – dominują nad biszkoptem i psują efekt)

Cukier rozpuszczasz w wodzie, dodajesz sok z cytryny i spirytus. Następnie ponczujesz biszkopty – czyli albo polewasz delikatnie ponczem ciastka miejsce przy miejscu przy pomocy łyżki, albo – i to jest najlepsze wyjście – spryskujesz je ze spryskiwacza.

Na koniec – nadziewamy! :) To najprostsza i banalna czynność.

Nadzienie:

  • kremówka (30% lub 36%) – pok. 250 ml
  • śmietanfiks czy inne coś w tym stylu
  • łyżka cukru pudru
  • opcjonalnie – pół laski wanilii
  • dżem wiśniowy (lub jakikolwiek inny, ale o wyrazistym smaku, np. porzeczkowy, malinowy)

Kremówkę ubijasz ze śmietanfiksem, dodajesz cukier i ziarenka wydłubane z wanilii. Śmietana musi być mocno sztywna!

Teraz etap finalny!

Dżemem wypełniasz dołki zrobione w muffinkach, na to kładziesz łyżkę śmietany, to przykrywasz odciętym czubkiem babeczki. Na koniec, aby uzyskać efekt miażdżący i powalający gości na kolana, wciskasz resztę śmietany do szprycy i dekorujesz nią biszkopciki. Na koniec posypujesz – okruchami, wiórkami czekoladowymi, kolorową posypką, owocami, et caetera, et caetera…

No dobra, a teraz możesz zrobić kolejną kawę i usiąść do stołu.  Przed Tobą prawdopodobnie znajduje się właśnie talerz czegoś takiego:

Talerz pełen torcików z dżemem i bitą śmietaną

Pyszną gorąca czekolada z wiśniami

Wczoraj wspominałam Ci, że dostaliśmy czekoladę… Więc dzisiaj będzie na ciepło, słodko, lekko alkoholowo, wiśniowo. Czekoladowo.

Czekolada i wiśnie - nie ma lepszego połączenia

Czekolada i wiśnie - nie ma lepszego połączenia

Kiedy wczoraj przyszła do nas zamówiona w zeszłym tygodniu przesyłka z czekoladą, zaczęlam się zastnawiać, jak dostosować proporcje do Pysznatek. Wiadomo – łatwo zrobić czekoladę z gotowej mieszanki, trudniej już pokombinować samemu. Wszelkiego rodzaju “gorące czekolady” Nestle, Mokate, Jacobs – TFU! Powiedzmy sobie szczerze – żadna z nich nie macała się przez ściany ze wspaniałą, gęstą czekoladą, jaką pija się w niektórych poznańskich kawiarniach. Wszystkie one to nic więcej, jak zwykłe kakao…

Wiadomo – to wszystko kwestia nomenklatury.  “Gorąca czekolada” nie jest wszak niczym innym, jak “gorącym kakao”, ale… W powszechnej świadomości jednak czekoladę uważa się za coś lepszego. Kakao kojarzy nam się z kożuchem i piciem do śniadania. Czekolada to towar ekskluzywny, zagraniczny, włoski, belgijski.

Jak w takim razie przemienić “zwykłe” kakao w to, co chcemy, żeby stało się “gorącą czekoladą”? :)

Przepis na gęstą, pyszną, gorącą czekoladę z wiśniami z wiśniówki

Proporcje podane są na dwie filiżanki.

  • 300 ml mleka
  • dwie czubate łyżki cukru
  • dwie czubate łyżki dobrego, ciemnego kakao (dużo, ale pamiętajmy, że ma to być czekolada, a nie kakao z mlekiem)
  • łyżeczka skrobi kukurydzianej (tu nie jestem pewna – możliwe, że potrzebne będzie więcej, wydaje mi się jednak, że płaska łyżeczka na dwie filiżanki powinna wystarczyć – lepiej dać mniej i regulować ilość podczas podrzewania)
  • Kilkanaście wiśni z wiśniówki
Wiśnie wydrylować i ułożyć na dnie w filiżankach. Można do każdej filiżanki wlać po łyżce wiśniówki.
Nie ma chyba lepszego dodatku do czekolady niż wiśnie...

Nie ma chyba lepszego dodatku do czekolady niż wiśnie...

Cukier, kakao i skrobię zmieszać. Mleko wlać do garnuszka, dokładnie wymieszać z nim czekoladową mieszankę tak, aby nie powstały grudki. Garnuszek z “surową” czekoladą ustawić na bardzo małym gazie i podgrzewać kilka minut ciągle mieszając. To ważne, aby ciągle mieszać czekoladę, ponieważ w przeciwnym razie czekolada się przypali i powstaną nieciekawe grudki.
Czekolada powinna spędzić na gazie około 7-10 minut – aż do uzyskania pożądanego stopnia gęstości. Dość długo będzie całkiem płynna, zgęstnieje błyskawicznie i trzeba ją wtedy od razu wyłączyć, żeby nie gęstniała bardziej. Jeśli nadal jest za rzadka, można dosypać skrobi kukurydzianej na czubku łyżeczki. Ważne jest też to, żeby nie dopuścić do zagotowania się czekolady – mleko może skwaśnieć.
Po zdjęciu garnka z palnika mieszać czekoladę jeszcze przez ok. pół minuty, po czym zalać nią wiśnie w filiżankach.
Czekolada jest tak gęsta, że najlepiej wyjadać ją łyżeczką – razem z wiśniami!
Gorąca czekolada z wiśniami - niebo w gębie!

Gorąca czekolada z wiśniami - niebo w gębie!

Jeszcze kilka wskazówek, jak można urozmaicić czekoladę :). Wiśnie bowiem są nieobowiązkowe. W celu wzbogacenia smaku można do czekolady dodać:

  • bitą śmietanę na wierzch
  • syrop smakowy (np. Monin)
  • łyżkę mocnego espresso
  • bakalie: orzechy, migdały, skórkę pomarańczową
  • rodzynki namoczone w rumie (pycha!)
  • alkohol – amaretto, rum, likier kawowy…
  • owoce i przetwory – banany, konfiturę pomarańczową lub z róży
  • przyprawy – chili, kardamon, kmin rzymski
  • odrobinę soli w celu uwydatnienia smaku
Tak naprawdę to kwestia fantazji – można też zmniejszyć ilość cukru, a zwiększyć ilość kakao. A można wypić/zjeść ją bez żadnych dodatków – i poczuć tylko smak czekolady…

Dobrze, że przyjedziecie w przyszłym tygodniu :)

EDIT: Wprowadziłam parę zmian w proporcjach (większa ilość cukru i kakao). Mam nadzieję, że teraz będzie idealnie.